Spódnicę uszyłam jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, a brzegi podłożyłam ręcznie ściegiem krytym na szybko w Wigilię. Odkąd ją mam jest jedną z moich ulubionych spódnic. Niby szału nie ma, filozofii w jej szyciu żadnej, ale lubię w niej chodzić i kropka :)
Burda Szycie krok po kroku 2/2012, model 4A, rozmiar 34 - idealny ;) szyty z resztek tkanin pozostałych po tej bluzce i tej spódnicy.
Zdjęcia jakością po raz kolejny nie grzeszą, ale tak to już jest, jak radzić sobie trzeba samej...
... i w wersji nieco bardziej oficjalnej.
W zanadrzu mam jeszcze jedną spódnicę, kolejne dwie się szyją :)
Wam życzę spokojnego wieczoru, a ja wracam do oglądania filmu...
Do następnego!
13 stycznia 2014
17 grudnia 2013
Nie próżnuję :)
Ostatnimi czasy mam mnóstwo różnych zajęć na głowie, czasami się nie wyrabiam, ale przynajmniej nie tracę czasu. Prezentów jeszcze nie mam - kupować będę na ostatnią chwilę niestety... Na zrobienie ich własnoręcznie najzwyczajniej w świecie czasu nie miałam...
Narzekania dość :)
Przez nawał zajęć zmuszający mnie do większej aktywności, uaktywniłam się również w szyciu. W ciągu ostatnich kilku dni uszyłam dwie spódnice, pozostaje zrobić podłożenia. Chęci do szycia ogromne, ale czasu jak na lekarstwo ;) Liczę, że w święta uda mi się troszkę zwolnić, odpowiedzieć na wyróżnienia, które otrzymałam (naliczyłam chyba trzy), zrobić zdjęcia spódnic i Wam je pokazać... a może też coś uszyć na poczciwym staruszku Łuczniku...? Oby! :)
Wszystkiego dobrego!
Narzekania dość :)
Przez nawał zajęć zmuszający mnie do większej aktywności, uaktywniłam się również w szyciu. W ciągu ostatnich kilku dni uszyłam dwie spódnice, pozostaje zrobić podłożenia. Chęci do szycia ogromne, ale czasu jak na lekarstwo ;) Liczę, że w święta uda mi się troszkę zwolnić, odpowiedzieć na wyróżnienia, które otrzymałam (naliczyłam chyba trzy), zrobić zdjęcia spódnic i Wam je pokazać... a może też coś uszyć na poczciwym staruszku Łuczniku...? Oby! :)
Wszystkiego dobrego!
14 listopada 2013
Kto złapał licznik?
Ten, kto tu czasami zagląda wie, że licznik złapały dwie osoby: Karolina z bloga Kora szyje oraz Aleksandra. Po czasie otrzymania maila można by wnioskować, że to był wyścig z czasem :) Wiadomości od dziewczyn pojawiły się w odstępie dwóch minut :)
A jako pierwsza zrzut przesłała mi...
Aleksandra :)
I to ona wygrywa zestaw kolorowych zamków i igielnik-kwiatek :)
Ale ale... Postanowiłam, że skoro jestem w stanie nagrodzić obie dziewczyny, to tak zrobię :) Nie chciałabym, żeby któraś z nich była pokrzywdzona. Dlatego, moje drogie koleżanki, po weekendzie nadam Wasze paczuszki i prawdopodobnie pod koniec przyszłego tygodnia możecie się ich spodziewać, proszę Was tylko o adresy, na które wysłać mam nagrody.
Karolino, kolory zamków mogą się różnić od tych pokazanych na zdjęciu.
Czekam więc na wiadomości, a Wy czekajcie na przesyłkę :)
Pozdrawiam,
Monika.
A jako pierwsza zrzut przesłała mi...
Aleksandra :)
I to ona wygrywa zestaw kolorowych zamków i igielnik-kwiatek :)
Ale ale... Postanowiłam, że skoro jestem w stanie nagrodzić obie dziewczyny, to tak zrobię :) Nie chciałabym, żeby któraś z nich była pokrzywdzona. Dlatego, moje drogie koleżanki, po weekendzie nadam Wasze paczuszki i prawdopodobnie pod koniec przyszłego tygodnia możecie się ich spodziewać, proszę Was tylko o adresy, na które wysłać mam nagrody.
Karolino, kolory zamków mogą się różnić od tych pokazanych na zdjęciu.
Czekam więc na wiadomości, a Wy czekajcie na przesyłkę :)
Pozdrawiam,
Monika.
11 listopada 2013
Pink jacket
Cierpliwość moja się skończyła. Od ukończenia żakietu minęło kilka weekendów, a okazji do porządnego obfocenia moich zmagań nie było. Fotograf albo nieobecny, albo niechętny - może czas go zmienić?! Ileż można obiecywać, że może tym razem się uda, może w końcu zobaczycie, co udało mi się wymęczyć... Cierpliwości już nie mam, więc pokażę takie zdjęcia, jakie mam. A mam kiepskie. Trudno. Taki to też czas, że do pracy wychodzę - ciemno, wracam - ciemno i szans na zdjęcia żadnych. Zwłaszcza tak intensywne kolory trudno jest uchwycić w kiepskim świetle. Trudno. Będzie tak, jak jest.
Żakiet to model 123 z Burdy 8/2013. Wykrój zmodyfikowałam stosownie do swojego wzrostu (w oryginale model jest dla kobiet wysokich, ja jestem tą przeciętną) według TEJ instrukcji. Skroiłam w rozmiarze 36 z zapasami na szwy. Po zszyciu części przodu okazało się, że dla mnie jest jak worek. Dosłownie. Miałam ochotę wyrzucić go do kosza, albo ambitnie projekt dokończyć i oddać komuś, dla kogo będzie dobry. Wzięłam jednak trzy głębokie oddechy i zaczęłam pruć. Odcięłam te zapasy z każdego elementu i zaczęłam szyć od nowa. Tym razem instrukcja wszywania podszewki była dla mnie tak niezrozumiała, że wróciłam pamięcią do sposobu wszywania opisanego przy tej KURTCE. Tkanina to amarantowa bawega, podszewka to poliester z domieszką wiskozy i guzik w kolorze ciemnego turkusu.
Moje odczucia? Rozcięcie udało mi się w miarę elegancko odszyć, ale coś poszło nie tak i brzydko się rozłazi (z braku porządnych zdjęć raczej tego nie zauważycie), myślę więc, żeby zupełnie się go pozbyć, ale to jak bardzo będzie mi się nudzić. Guzik przyszyłam chyba zbyt blisko krawędzi, bo żakiet z przodu odstaje i byłby idealny na ciążowy brzuszek (a tego na razie nie planuję). Średnio jestem zadowolona.
Zdjęcia robione głównie na parkingu centrum handlowego. Jakość woła o pomstę do Nieba...
Tymczasem zapraszam na mój profil facebookowy
Pozdrawiam,
Monika
Żakiet to model 123 z Burdy 8/2013. Wykrój zmodyfikowałam stosownie do swojego wzrostu (w oryginale model jest dla kobiet wysokich, ja jestem tą przeciętną) według TEJ instrukcji. Skroiłam w rozmiarze 36 z zapasami na szwy. Po zszyciu części przodu okazało się, że dla mnie jest jak worek. Dosłownie. Miałam ochotę wyrzucić go do kosza, albo ambitnie projekt dokończyć i oddać komuś, dla kogo będzie dobry. Wzięłam jednak trzy głębokie oddechy i zaczęłam pruć. Odcięłam te zapasy z każdego elementu i zaczęłam szyć od nowa. Tym razem instrukcja wszywania podszewki była dla mnie tak niezrozumiała, że wróciłam pamięcią do sposobu wszywania opisanego przy tej KURTCE. Tkanina to amarantowa bawega, podszewka to poliester z domieszką wiskozy i guzik w kolorze ciemnego turkusu.
Moje odczucia? Rozcięcie udało mi się w miarę elegancko odszyć, ale coś poszło nie tak i brzydko się rozłazi (z braku porządnych zdjęć raczej tego nie zauważycie), myślę więc, żeby zupełnie się go pozbyć, ale to jak bardzo będzie mi się nudzić. Guzik przyszyłam chyba zbyt blisko krawędzi, bo żakiet z przodu odstaje i byłby idealny na ciążowy brzuszek (a tego na razie nie planuję). Średnio jestem zadowolona.
Zdjęcia robione głównie na parkingu centrum handlowego. Jakość woła o pomstę do Nieba...
Tymczasem zapraszam na mój profil facebookowy
Pozdrawiam,
Monika
Łapanie licznika
Urodziny bloga przegapiłam, ale pojawia się okazja do zorganizowania mini-konkursu na łapanie licznika. Po zmianie adresu bloga licznik się wyzerował, częstotliwość mojego tu goszczenia jest znikoma, więc i Wy nieczęsto mnie odwiedzacie (bo po co odwiedzać, skoro nic nowego się nie pojawia..?).
W każdym razie licznik wyświetleń powoli dobija do skromnej liczby 10 000, a ja chciałabym podzielić się z Wami tym, co dobrego w czeluściach swej szafy mam :)
A do zgarnięcia są:
Sześć kolorowych zamków: dwusuwakowe, nierozdzielcze (biały plastikowy 65 cm, grafitowy plastikowy 70 cm i metalowe - czarny ok. 64 cm, czerwony ok. 53 cm, pomarańczowy ok. 56 cm) i jeden metalowy, jednosuwakowy, rozdzielczy żółty o długości ok. 48 cm. Do zestawu zamków dorzucę igielnik podobny do tego, który widzicie na zdjęciu, ale zmodyfikowany o dodatkową gumkę, którą będzie można odpinać, a dzięki której igielnik zamontujecie również na swojej maszynie do szycia :)
Zasady są proste:
Od osoby, której wejście spowoduje wybicie na liczniku równych 10 000 wyświetleń poproszę na adres monafaktura@wp.pl maila ze screenem ekranu na potwierdzenie złapania licznika :) Dla Waszej wygody licznik umieściłam u samej góry bloga, po prawej jego stronie. Z doświadczenia wiem, że licznik lubi płatać figle, więc wygraną będzie ta osoba, od której maila dostanę najszybciej :)
Wygraną osobę poproszę wtedy o adres do wysyłki, którą nadam w ciągu tygodnia od otrzymania wiadomości.
Powodzenia!
Edit: Z różnych względów postanowiłam, że ograniczam wysyłkę tylko do Polski.
W każdym razie licznik wyświetleń powoli dobija do skromnej liczby 10 000, a ja chciałabym podzielić się z Wami tym, co dobrego w czeluściach swej szafy mam :)
A do zgarnięcia są:
Sześć kolorowych zamków: dwusuwakowe, nierozdzielcze (biały plastikowy 65 cm, grafitowy plastikowy 70 cm i metalowe - czarny ok. 64 cm, czerwony ok. 53 cm, pomarańczowy ok. 56 cm) i jeden metalowy, jednosuwakowy, rozdzielczy żółty o długości ok. 48 cm. Do zestawu zamków dorzucę igielnik podobny do tego, który widzicie na zdjęciu, ale zmodyfikowany o dodatkową gumkę, którą będzie można odpinać, a dzięki której igielnik zamontujecie również na swojej maszynie do szycia :)
Zasady są proste:
Od osoby, której wejście spowoduje wybicie na liczniku równych 10 000 wyświetleń poproszę na adres monafaktura@wp.pl maila ze screenem ekranu na potwierdzenie złapania licznika :) Dla Waszej wygody licznik umieściłam u samej góry bloga, po prawej jego stronie. Z doświadczenia wiem, że licznik lubi płatać figle, więc wygraną będzie ta osoba, od której maila dostanę najszybciej :)
Wygraną osobę poproszę wtedy o adres do wysyłki, którą nadam w ciągu tygodnia od otrzymania wiadomości.
Powodzenia!
Edit: Z różnych względów postanowiłam, że ograniczam wysyłkę tylko do Polski.
9 listopada 2013
Weny brak...
... ale na szczęście tylko do pisania :)
Uwierzcie mi, ciężko mi było zebrać się do napisania chociażby słowa, a zostawić Was bez słowa nie chcę :)
Pomysłów mam mnóstwo, wiele w zanadrzu planów i kilka rozpoczętych projektów, ale zmiana czasu i błyskawicznie zapadająca ciemność zniechęca mnie nawet do sprzątania :) Ale dziś nie chcę narzekać, choć na jedno jeszcze muszę - pogoda nie sprzyja fotografowaniu czegokolwiek, dlatego mimo tego, że żakiet skończyłam szyć już dawno, nie mogę Wam efektów pokazać właśnie ze względu na brak możliwości jego sfotografowania. Dlatego będziemy wszyscy musieli trochę jeszcze poczekać.
Tymczasem długie wieczory sprzyjają robótkom na drutach :) Moim celem - kominy. Może później czapki :) Zobaczymy.
Sobie dziergam miodowy...
Z podobnej włóczki tworzy U Are Fab, o czym pisała na swoim facebookowym profilu :) Na chwilę obecną zużyłam dwa motki, ale po tym, jak zobaczyłam komin w Frywolnej Galerii strasznie korci mnie, żeby wszystko spruć i spróbować wydziergać bardziej ambitny dla mnie wzór :)
Mamie mojej w kolorze ecru.... (na tym zdjęciu kolor mojej włóczki jest najbardziej zbliżony do rzeczywistego)
A to udało mi się kupić wczoraj w Lidlu - zestaw kaletniczy za jedynie 20 zł :) Oj, będzie testowanie :)
Tymczasem wracam do sprzątania i dziergania :)
Pozdrawiam!
Uwierzcie mi, ciężko mi było zebrać się do napisania chociażby słowa, a zostawić Was bez słowa nie chcę :)
Pomysłów mam mnóstwo, wiele w zanadrzu planów i kilka rozpoczętych projektów, ale zmiana czasu i błyskawicznie zapadająca ciemność zniechęca mnie nawet do sprzątania :) Ale dziś nie chcę narzekać, choć na jedno jeszcze muszę - pogoda nie sprzyja fotografowaniu czegokolwiek, dlatego mimo tego, że żakiet skończyłam szyć już dawno, nie mogę Wam efektów pokazać właśnie ze względu na brak możliwości jego sfotografowania. Dlatego będziemy wszyscy musieli trochę jeszcze poczekać.
Tymczasem długie wieczory sprzyjają robótkom na drutach :) Moim celem - kominy. Może później czapki :) Zobaczymy.
Sobie dziergam miodowy...
Z podobnej włóczki tworzy U Are Fab, o czym pisała na swoim facebookowym profilu :) Na chwilę obecną zużyłam dwa motki, ale po tym, jak zobaczyłam komin w Frywolnej Galerii strasznie korci mnie, żeby wszystko spruć i spróbować wydziergać bardziej ambitny dla mnie wzór :)
Mamie mojej w kolorze ecru.... (na tym zdjęciu kolor mojej włóczki jest najbardziej zbliżony do rzeczywistego)
A to udało mi się kupić wczoraj w Lidlu - zestaw kaletniczy za jedynie 20 zł :) Oj, będzie testowanie :)
Tymczasem wracam do sprzątania i dziergania :)
Pozdrawiam!
21 października 2013
Przemyślenia zakupowo-problemowe
Jakiś czas temu jednej z osób tu zaglądających obiecałam napisać na blogu opinię na temat sklepów w Toruniu, w których dostać można tkaniny. Obietnica rzucona, słowo niedotrzymane. Dlaczego? Dlatego, że nie chciałam recenzji pisać nie będąc odpowiednio przygotowaną - tzn. bez uprzednich kilkukrotnych wizytach w tychże sklepach, owocujących kupnem bądź chociażby rozmową ze sprzedającymi. Z różnych względów zakupów żadnych w sklepach stacjonarnych nie zrobiłam. I tu znów pojawia się pytanie - dlaczego? W tym momencie niejako złamię obietnicę daną samej sobie, że nieprzygotowana pisać recenzji nie będę. Po licznych przemyśleniach, gdzie by tu dostać tkaninę dobrej jakości, za w miarę rozsądną cenę, móc ją dotknąć, obejrzeć, by wyboru swego nie żałować, doszłam do wniosku, że przemilczeć tego tematu jednak się nie da. Ale po kolei...
Jako początkująca krawcowa-amatorka szukałam do tej pory tkanin niekoniecznie z tzw. wyższej półki (bo co będzie, jeśli coś mi się nie uda i tkaninę za dużą sumę rzucić będę musiała w kąt?). Z drugiej strony po ponad roku zabawy z szyciem zaczynam mieć co do tkanin coraz większe wymagania. Gotowa byłabym wydać więcej, ale dostać coś, co chociaż w połowie spełni moje oczekiwania.
I tu pojawia się problem wyboru między zakupami internetowymi (które bądź co bądź dają możliwość odwiedzenia kilkunastu sklepów w ciągu kilku godzin bez ruszania się z wygodnego fotela) lub też w sklepach stacjonarnych (których ogromną zaletą jest możliwość dotknięcia tkaniny, wybadania jej faktury, miękkości i wszystkich innych tego typu aspektów).
Zakupy internetowe kilkukrotnie już testowałam. W przypadku części sprzedających opisy tkanin pozwalają stwierdzić, czy aby o taką tkaninę nam chodzi. Na swoje szczęście na takich właśnie trafiłam. Dobrze, kiedy zdjęcia tkanin są dobrej jakości i wraz z opisem stanowią rzetelny obraz tego, co kupujemy. Nie zawsze jednak sklepy internetowe przedstawiają nam w taki właśnie sposób swój towar. Bo co z tego, że cena jest zachęcająca, że skład tkaniny całkiem nam odpowiada, jeśli zdjęcie pokazuje raptem jego kolor (kto wie, czy rzeczywisty?), a po przeczytaniu opisu mamy wątpliwości? Z kolei przez koszty wysyłki zakup małych ilości tkanin nie bardzo się opłaca, a na większe zakupy nie zawsze jesteśmy w stanie sobie pozwolić.
Z tych oto powodów zaczęłam szukać sklepów w swoim mieście. Takich sklepów, które są w stanie zaoferować mi dobrej jakości tkaniny, duży ich wybór i kompetentną obsługę. Miło by było, gdyby i cena nie zwalała z nóg :)
Od czasu, kiedy szyję odwiedziłam w Toruniu trzy sklepy z tkaninami i kilka pasmanterii. Choć nieprzygotowana - chciałam kilka słów o tych pierwszych powiedzieć.
Niedaleko mojego miejsca pracy jest jeden ze sklepów oferujących tkaniny. Miałam okazję być w nim tylko raz i asortyment w ogóle mnie nie zachwycił. Tkaniny to raczej pościelówki, garniturówki i koszulówki (w niemodne już dawno paski różnej szerokości i w nieciekawych kolorach, które kojarzą mi się z tanią tandetą z rynku). Koniecznie jednak udać muszę się tam jeszcze przynajmniej raz, co by na spokojnie przeszukać wszystko, bo może jednak coś mi w oko wpadnie..? Na razie nie mam na to ochoty - zraziłam się.
Kolejne dwa sklepy mieszczą się w okolicach Starego Miasta.
Jeden znaleźć możemy w piwnicy jednej z kamienic, niedaleko Sfinksa - dwa niewielkie pomieszczenia, z półkami tkanin sięgającymi sufitu. Kolorów, wzorów, faktur sporo, ceny (że tak to nazwę) przyjemne. Ostatnim razem byłam tam jeszcze latem - dawno. Pytałam o bawełnę, batyst bawełniany - nie mają (!). Jak w sklepie z tkaninami może nie być bawełny?!?!?! Dziękuję, wychodzę.
Ostatni z odwiedzonych przeze mnie sklep na ulicy zwanych przez wszystkich "Kebabową" zachęca piękną witryną, na której na manekinach wiszą tkaniny w najmodniejszych wzorach sezonu. Aż chce się wejść, obejrzeć, dotknąć, a najchętniej wyjść stamtąd z całymi metrami tych tkanin. Znów pełno półek, wzory zachwycają, gdybym miała wybrać jeden - byłoby ciężko. Tu już można było dostać bawełnę, jej mieszanki, len również, o inne wtedy nie pytałam. W ogóle nie miałam ochoty pytać - dlaczego? Uraziło mnie to, że dwie starsze "paniutki", które tam pracują nie zważając na to, że ja - potencjalna klientka - wchodzę do ich sklepu, nie przestają głośno i wyraźnie obgadywać klientek, które robiły u nich zakupy. Może i można przymknąć na to oko i pewnie kiedyś się na to zdobędę, ale takie zachowanie to ewidentnie dowód na zupełny brak wychowania, taktu i dobrych manier. Dziękuję, wychodzę.
Miasto nie jest moim rodzinnym, nie znam go na tyle, żeby wiedzieć, gdzie co jest. Sklepy z szyldem "Z tkaninami" okazują się być z zasłonami, firanami albo pościelą... I co ja mam biedna zrobić...? Czy znajdzie się tu ktoś, kto ma choć blade pojęcie, gdzie ja mogę w Toruniu tkanin szukać..? Bo ja już nie mam siły...
Jako początkująca krawcowa-amatorka szukałam do tej pory tkanin niekoniecznie z tzw. wyższej półki (bo co będzie, jeśli coś mi się nie uda i tkaninę za dużą sumę rzucić będę musiała w kąt?). Z drugiej strony po ponad roku zabawy z szyciem zaczynam mieć co do tkanin coraz większe wymagania. Gotowa byłabym wydać więcej, ale dostać coś, co chociaż w połowie spełni moje oczekiwania.
I tu pojawia się problem wyboru między zakupami internetowymi (które bądź co bądź dają możliwość odwiedzenia kilkunastu sklepów w ciągu kilku godzin bez ruszania się z wygodnego fotela) lub też w sklepach stacjonarnych (których ogromną zaletą jest możliwość dotknięcia tkaniny, wybadania jej faktury, miękkości i wszystkich innych tego typu aspektów).
Zakupy internetowe kilkukrotnie już testowałam. W przypadku części sprzedających opisy tkanin pozwalają stwierdzić, czy aby o taką tkaninę nam chodzi. Na swoje szczęście na takich właśnie trafiłam. Dobrze, kiedy zdjęcia tkanin są dobrej jakości i wraz z opisem stanowią rzetelny obraz tego, co kupujemy. Nie zawsze jednak sklepy internetowe przedstawiają nam w taki właśnie sposób swój towar. Bo co z tego, że cena jest zachęcająca, że skład tkaniny całkiem nam odpowiada, jeśli zdjęcie pokazuje raptem jego kolor (kto wie, czy rzeczywisty?), a po przeczytaniu opisu mamy wątpliwości? Z kolei przez koszty wysyłki zakup małych ilości tkanin nie bardzo się opłaca, a na większe zakupy nie zawsze jesteśmy w stanie sobie pozwolić.
Z tych oto powodów zaczęłam szukać sklepów w swoim mieście. Takich sklepów, które są w stanie zaoferować mi dobrej jakości tkaniny, duży ich wybór i kompetentną obsługę. Miło by było, gdyby i cena nie zwalała z nóg :)
Od czasu, kiedy szyję odwiedziłam w Toruniu trzy sklepy z tkaninami i kilka pasmanterii. Choć nieprzygotowana - chciałam kilka słów o tych pierwszych powiedzieć.
Niedaleko mojego miejsca pracy jest jeden ze sklepów oferujących tkaniny. Miałam okazję być w nim tylko raz i asortyment w ogóle mnie nie zachwycił. Tkaniny to raczej pościelówki, garniturówki i koszulówki (w niemodne już dawno paski różnej szerokości i w nieciekawych kolorach, które kojarzą mi się z tanią tandetą z rynku). Koniecznie jednak udać muszę się tam jeszcze przynajmniej raz, co by na spokojnie przeszukać wszystko, bo może jednak coś mi w oko wpadnie..? Na razie nie mam na to ochoty - zraziłam się.
Kolejne dwa sklepy mieszczą się w okolicach Starego Miasta.
Jeden znaleźć możemy w piwnicy jednej z kamienic, niedaleko Sfinksa - dwa niewielkie pomieszczenia, z półkami tkanin sięgającymi sufitu. Kolorów, wzorów, faktur sporo, ceny (że tak to nazwę) przyjemne. Ostatnim razem byłam tam jeszcze latem - dawno. Pytałam o bawełnę, batyst bawełniany - nie mają (!). Jak w sklepie z tkaninami może nie być bawełny?!?!?! Dziękuję, wychodzę.
Ostatni z odwiedzonych przeze mnie sklep na ulicy zwanych przez wszystkich "Kebabową" zachęca piękną witryną, na której na manekinach wiszą tkaniny w najmodniejszych wzorach sezonu. Aż chce się wejść, obejrzeć, dotknąć, a najchętniej wyjść stamtąd z całymi metrami tych tkanin. Znów pełno półek, wzory zachwycają, gdybym miała wybrać jeden - byłoby ciężko. Tu już można było dostać bawełnę, jej mieszanki, len również, o inne wtedy nie pytałam. W ogóle nie miałam ochoty pytać - dlaczego? Uraziło mnie to, że dwie starsze "paniutki", które tam pracują nie zważając na to, że ja - potencjalna klientka - wchodzę do ich sklepu, nie przestają głośno i wyraźnie obgadywać klientek, które robiły u nich zakupy. Może i można przymknąć na to oko i pewnie kiedyś się na to zdobędę, ale takie zachowanie to ewidentnie dowód na zupełny brak wychowania, taktu i dobrych manier. Dziękuję, wychodzę.
Miasto nie jest moim rodzinnym, nie znam go na tyle, żeby wiedzieć, gdzie co jest. Sklepy z szyldem "Z tkaninami" okazują się być z zasłonami, firanami albo pościelą... I co ja mam biedna zrobić...? Czy znajdzie się tu ktoś, kto ma choć blade pojęcie, gdzie ja mogę w Toruniu tkanin szukać..? Bo ja już nie mam siły...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








