4 czerwca 2013

Czerwono mi - cz. 2 wyjściowa :)

Po krótkim przerywniku sportowym wracamy do elegancji i sukienek. Dziś w skrócie (bo uczyć się jeszcze muszę na egzamin kończący kurs) przedstawię Wam sukienkę, której zapowiedź była już w tym poście :) Kolejny raz skorzystałam z wykroju na sukienkę z Burdy 11/2012 , model 122. Wcześniej szyłam z tego wykroju sukienkę dla Moni, której zapowiedź była w tym poście. Wtedy jednak dokładnie odwzorowałam sukienkę. Była ona szyta z miłej w dotyku i grubej angory, na podszewce, z długimi rękawami. Muszę koniecznie się Moni przypomnieć o zdjęcia :)
Tym razem jednak, z racji tego, że nie pałam miłością do okrągłych dekoltów, przerobiłam formę sukienki i powstał dekolt w łódkę. Zrezygnowałam również z rękawów, pogłębiłam troszkę pachy, a odszycia skonstruowałam sama przy użyciu zmodyfikowanej już formy sukienki. Oczywiście też sukienkę skróciłam. Nienawidzę długości za kolano! Sukienkę zaczęłam szyć jeszcze przed tą chabrową, przy której poprawiłam dekolt, żeby nie odstawał. Czerwona niestety ma ten mankament. Da się na szczęście to przeboleć :) Tak jak chabrową, dzisiejszą szyłam ze stretchu - szyło się świetnie poza okrutnym pruciem się brzegów tkaniny i walaniem nitek po pokoju (nic jednak nie przebije bałaganu po angorze). Podobnie jak w chabrowej, zapasy szwów wykończyłam podwijając i stębnując.
Dość gadania, teraz foty :)









Teraz, po skończeniu obu czerwonych projektów, myślę sobie, że chyba niepotrzebnie bałam się czerwieni :) Całkiem mi się ona podoba, a odwagę na jej noszenie ciągle w sobie buduję.

Pozdrawiam gorąco,
MONAfaktura

2 czerwca 2013

Czerwono mi - cz.1 sportowa

Myślałam, co by tu mądrego napisać, ale pora chyba już zbyt późna na inteligentne wywody. Mój brak skupienia potęguje świadomość, że tak oto kończy się długi weekend i czas wracać do pracy... Na szczęście nie czuję, żebym ten wolny czas zmarnowała. Dzięki tym kilku wolnym dniom udało mi się skończyć dwa zaczęte projekty (jeśli czytaliście moje wcześniejsze posty, to na pewno domyślacie się, o jakie chodzi). Jeden z nich chciałabym dziś pokazać, a chodzi o kurtkę z Burdy 2/2013, model 125:


Model wpadł mi w oko od razu, przy pierwszym kartkowaniu miesięcznika. Postanowiłam nie kombinować za bardzo z tkaninami, ani nawet z kolorami, tym bardziej, że czerwieni u mnie w szafie jak na lekarstwo. Kupiłam grubą satynę, po długich poszukiwaniach również ściągacz, choć nie taki, jak sobie wyobrażałam, ale dość cienki i delikatny. Kurtkę skroiłam dość szybko i dość szybko też pozszywałam warstwę wierzchnią. Kupiłam zamek i wszystko toczyło by się ładnie, gdyby nie brak podszewki. W swoich skromnych domowych zapasach nie miałam NIC, co by się nadawało. W głowie kołatała mi myśl, że skoro wierzchnia warstwa kurtki jest z poliestru, to podszewka MUSI być bawełniana. W końcu wygrzebałam z dna szafy... poszewki na poduszki! :) śmieszne, prawda? Grunt, że z efektu jestem całkiem zadowolona :)







Troszkę szczegółów:






Moje wrażenia...? Gdybym miała szyć ten model raz jeszcze, to na pewno skroiłabym dłuższe rękawy. Te oryginalne są raczej długości 4/5, czyli ni przypiął, ni przyłatał. Szczególnie dla mnie, która jeśli mam zakładać kurtkę, to taką, żeby było mi ciepło, a tu raczej rączki będą mi marzły :) chyba, że kurtkę potraktuję jak bluzę na letnie wieczory :)

Generalnie jestem zadowolona, tym bardziej, że sukcesem zakończyło się wszywanie podszewki do tej kurteczki! I tu, wbrew wielu opiniom, opis z Burdy - mnie jako laikowi - baaardzo się przydał :)


Buziaki!

15 maja 2013

Lepiej późno niż wcale! Petycja



Witajcie!

Nareszcie w natłoku codziennych zajęć i czasem też nachodzącego mnie lenistwa, zmobilizowałam się do tego ważnego kroku, jakim jest podpisanie petycji w sprawie męskich wykrojów w Burdzie! To, co pojawia się w miesięczniku nie daje nam szansy sprawić naszym mężczyznom przyjemności w postaci ciucha od serca, z duszą, własnoręcznie wykonanego. Dlatego też proszę wszystkich tych, którzy petycji jeszcze nie podpisali, aby to zrobili!
Dokładne informacje, co należy zrobić znajdziecie u LONG RED THREAD oraz na stronie http://meskiewykroje.blogspot.com/. Long Red Thread razem z Marchewkową całą akcję zainicjowały, Bartas De został twarzą kampanii (swoją drogą banner z nim najbardziej przypadł mi do gustu i gdybym była redaktorem naczelnym Burdy, to zmiękłabym na pewno widząc takiego faceta, i to jeszcze szyjącego!), a całe środowisko szyjące (żeby nie powiedzieć blogerów/blogerek - bo sama nią się nie czuję) wspiera akcję. Więc z tego miejsca ogromna prośba - Wesprzyjcie i WY!
Akcja trwa do końca maja!


Poza gorącą prośbą o wsparcie chciałabym podzielić się z Wami moją radością, która zanim zdążyła się pojawić i u mnie rozgościć, zniknęła jak mgła... Ale na pewno znów się pojawi :)
Jak wiecie, w wolnych chwilach, hobbystycznie nauczam matematyki - i jakoś się z tym rozstać nie mogę. Parę miesięcy temu los zaprowadził mnie do przemiłej licealistki i jej równie miłej mamy, która również szyje! Była dla mnie tak uprzejma, że zaproponowała (ku mojemu ogromnemu zdziwieniu), że użyczy mi swojego nieużywanego overlocka. I tak oto na moim biurku obok maszyny do szycia pojawił się Minilock FN2-9.

zdjęcie pochodzi z archiwum allegro


Malutki sprzęcik - moja radość, która się pojawiła. A dlaczego zniknęła? M zaczął przy nim grzebać, oglądać dotąd aż złamał jedną jedyną igłę którą miałam. Do większej pasmanterii zupełnie mi nie po drodze (w małej, osiedlowej nie dostałam), sklepy internetowe nie odpowiadają, a jak odpowiadają, to tak, że w końcu nie wiem, co kupić. Na szczęście przed napisaniem posta odnalazłam potrzebne igły i przy najbliższej okazji zamówię i w końcu spróbuję coś nim obrzucić, a na razie stoi i uśmiecha się do mnie prosząco...
Overloczku, jeszcze kilka dni :)

Pozdrawiam!
I lecę spać...

5 maja 2013

Chaber czy kobalt? :)

Zastanawiam się, jak to jest w innych częściach naszego kraju... Odkąd pamiętam u mnie na wsi dość hucznie obchodzono... odpusty :) Dla całej mojej rodziny najbardziej była to okazja do wspólnych spotkań (a uwierzcie mi, rodzinkę mam sporą, moi rodzice mają łącznie - tu nastąpiła pomyłka, bo nie siódemkę, a szóstkę - rodzeństwa), dla dzieciaków szansa na buszowanie pośród straganów pełnych zabawek, dla wszystkich wyjątkowy sposób spędzenia czasu. Zamarzyłam sobie założyć tego dnia chabrową (albo może kobaltową?) sukienkę, a że chabrową tkaninę miałam w szafie, to postanowiłam sukienkę sobie uszyć. Mimo, że w szafie mojej zalega już kilka niedokończonych szyciowych projektów, postanowiłam zabrać się za kolejny. Sukienka potrzebna była mi na piątek. W czwartek wyjeżdżałam, więc przed wyjazdem musiała być już gotowa. Dopiero w środę znalazłam wolną chwilę. Wstałam rano, troszkę ogarnęłam mieszkanie i zaczęłam kroić ;) ale że pogoda nam się poprawiła, wśród znajomych padł pomysł wspólnego grilla na działce, no i szycie musiałam odłożyć... Po powrocie do domu zaczęłam szyć i szyłam do 2 w nocy. W czwartek wstałam o 7 rano, zmęczona, niewyspana, słaniająca się na nogach i znów zaczęłam szyć :) Przed wyjazdem sukienka była niemal gotowa, wymagała jedynie ręcznego podłożenia. Na szczęście zdążyłam i mogłam cieszyć się sukienką, która (i tu będę popadać w samozachwyt - wybaczcie...) udała mi się wyjątkowo i wyjątkowo mi się podoba :) Do wykończeń podeszłam poważniej niż do tej pory, postarałam się, żeby zapasy szwów były ładnie wykończone, żeby zapasy szwu w talii nie kuło w oczy, więc tym bardziej dumna jestem, że ze wszystkim zdążyłam. Pominę, że w drodze do rodzinnego domu spałam, miałam obolałe plecy od niewygodnego krzesła i oczy niemiłosiernie zmęczone... Mimo wszystko warto było :)
Sukienka z Burdy 11/2012, model 121 z małymi zmianami - skrócona o jakieś 13cm, zmieniony wycięcie z przodu z okrągłego na łódkę i z tyłu na głębszy szpic, ot taka sobie fanaberia ;)
Zobaczcie same...



Poniżej zdjęcie troszkę gorszej jakości, ale chciałam pokazać dokładniej tył sukienki...

Pierwsze moje kieszenie :) mega-wygodne! (dla niewtajemniczonych - w tym samym numerze Burdy znajdziecie fajną instrukcję, jak takie kieszenie wszywać - nie obyło się oczywiście bez wkładu własnego :)

Podkrój jeszcze nie takiej jakości jakbym chciała...

Lamówka kryjąca szew w talii...

Zapasy szwów podwinięte i podszyte zamiast obrzucenia...



Pozdrawiam Was wiosennie!

edit:
W czwartek przed południem, w trakcie szycia okazało się, że nie mam na stanie zamka w odpowiednim kolorze, więc musiałam biec z prędkością światła (dosłownie!) i szukać po okolicznych pasmanteriach, przy okazji wpadła mi do głowy wspomniana lamówka ;)

16 kwietnia 2013

Koronkowe cudo i co się szyje

Dziś tak tylko na szybciutko, bo mam mnóstwo zajęć... Od ubiegłego wtorku kuruję swoje zatoki, więc siedzę w domku, ale nie mam totalnie weny do szycia i do czegokolwiek innego. Ale powolutku, malutkimi kroczkami coś tam się dzieje. Do kurteczki zamek kupiony, teraz móżdżę, z czego i jaką wykombinować podszewkę, bo satyna niestety poliestrowa. Ale o tym więcej później.

Pokazać Wam chcę więcej szczegółów bluzeczki, o której pisałam TU, a dokładniej zdobienie przodu:



Tymczasem szyje się i wykańcza pazurek :)





Pozdrawiam gorąco i wiosennie :)

3 kwietnia 2013

Zapomniane :)

Siedzę sobie otoczona egipskimi ciemnościami, które rozświetla jedynie monitor mojego laptopa szumiącego pośród ciszy przerywanej jedynie oddechem śpiącego już M... :) Przeglądając zasoby dyskowe mojego staruszka i szukając czegoś, co mogłabym rzucić w czarną dziurę niepamięci wciskając kombinację Shift+Delete i potwierdzając kliknięciem w Enter, natknęłam się na zdjęcia, niby nie tak dawno cykane, a jednak zapomniane... A że wiosna, jak na złość wszystkim (mnie chyba najbardziej), strasznie ociąga się z zawitaniem w nasze skromne progi, a zima na dodatek za nic w świecie nie chce jej ustąpić drogi i odziera mnie z resztek weny twórczej, prowadząc do kompletnego zastoju, monotonii dnia codziennego, braku chęci do życia i szycia, wegetacji wręcz na razie się niekończącej i obrastania kurzem mojej Amelii, to postanowiłam te zdjęcia z "dna" przestrzeni dyskowej mojej wyciągnąć, zdmuchnąć kurz i pokazać światu...

Najpierw bluzka - leciwa już trochę, lat już jej nie liczę, mamuś moja kochana wyciągnęła ją z dna szafy, jak ja te zdjęcia, a że bluzeczka urocze guziczki na pleckach miała i stan jej na wiek ani trochę nie wskazywał, to postanowiłam zabiegów kilku dokonać, co by na figurę moją - nie maminą - pasowała... Zmniejszyłam więc o parę rozmiarów, wypruwając rękawki, ścinając nadmiar materiału to tu, to tam, na nowo rękawy wszywając i jest :) jak na mnie szyta :)

Z przodu bluzeczka ma małe zakładki ozdobione delikatną koronką - jak będę miała okazję i dobre światło, to zrobię Wam fotkę pokazującą szczegóły :)


Przy zapięciu troszkę rozciągnięta, bo chyba zgarbiłam się za bardzo ;) jak stoję prosto, to problemu nie ma...

I na koniec ulubiony mój zestaw do pracy :) Marzę już od dawna, by nie wciskać na siebie grubych kurtek i swetrów, nie naciągać kozaków po kolana, co by w łydki mróz nie szczypał, a wychodzić z domu chwytając w rękę jedynie torebkę - wiosno, przychodź!

Jakiś czas temu, dość już dawno, pisałam o małym Tomaszu, Mężczyźnie przystojnym, na widok, którego miękną nogi i uśmiech sam na twarzy się pojawia. Otóż Tomaszowi uszyłam żabole, Mama naszego przystojniaka żabole do skarpetek przyszyła, a on sam chyba zadowolony :)





I dwa najlepsze zdjęcia :) zachodzę w głowę, jak nasz Mężczyzna mógł utrzymać się w takiej pozycji i nie przewrócić :) 

Słodki jest, prawda? :)

Mama Tomka, Monia, moja imienniczka, doczekała się w końcu kilku uszytych przeze mnie rzeczy... Jej szafa powiększyła się o bluzkę z baskinką, ołówkową spódniczkę i sukienkę z angory, o której wspominałam Tu. Pokażę Wam wszystko, jak tylko właścicielka podzieli się ze mną zdjęciami :) więc czekam, Monia :)

W międzyczasie szyje się też kurteczka:
 
Zdjęcie pochodzi ze strony www.burda.pl.

Pozdrawiam gorąco i do następnego!
Monika.