Dziś tak tylko na szybciutko, bo mam mnóstwo zajęć... Od ubiegłego wtorku kuruję swoje zatoki, więc siedzę w domku, ale nie mam totalnie weny do szycia i do czegokolwiek innego. Ale powolutku, malutkimi kroczkami coś tam się dzieje. Do kurteczki zamek kupiony, teraz móżdżę, z czego i jaką wykombinować podszewkę, bo satyna niestety poliestrowa. Ale o tym więcej później.
Pokazać Wam chcę więcej szczegółów bluzeczki, o której pisałam TU, a dokładniej zdobienie przodu:
Tymczasem szyje się i wykańcza pazurek :)
Pozdrawiam gorąco i wiosennie :)
16 kwietnia 2013
3 kwietnia 2013
Zapomniane :)
Siedzę sobie otoczona egipskimi ciemnościami, które rozświetla jedynie monitor mojego laptopa szumiącego pośród ciszy przerywanej jedynie oddechem śpiącego już M... :) Przeglądając zasoby dyskowe mojego staruszka i szukając czegoś, co mogłabym rzucić w czarną dziurę niepamięci wciskając kombinację Shift+Delete i potwierdzając kliknięciem w Enter, natknęłam się na zdjęcia, niby nie tak dawno cykane, a jednak zapomniane... A że wiosna, jak na złość wszystkim (mnie chyba najbardziej), strasznie ociąga się z zawitaniem w nasze skromne progi, a zima na dodatek za nic w świecie nie chce jej ustąpić drogi i odziera mnie z resztek weny twórczej, prowadząc do kompletnego zastoju, monotonii dnia codziennego, braku chęci do życia i szycia, wegetacji wręcz na razie się niekończącej i obrastania kurzem mojej Amelii, to postanowiłam te zdjęcia z "dna" przestrzeni dyskowej mojej wyciągnąć, zdmuchnąć kurz i pokazać światu...
Najpierw bluzka - leciwa już trochę, lat już jej nie liczę, mamuś moja kochana wyciągnęła ją z dna szafy, jak ja te zdjęcia, a że bluzeczka urocze guziczki na pleckach miała i stan jej na wiek ani trochę nie wskazywał, to postanowiłam zabiegów kilku dokonać, co by na figurę moją - nie maminą - pasowała... Zmniejszyłam więc o parę rozmiarów, wypruwając rękawki, ścinając nadmiar materiału to tu, to tam, na nowo rękawy wszywając i jest :) jak na mnie szyta :)
Z przodu bluzeczka ma małe zakładki ozdobione delikatną koronką - jak będę miała okazję i dobre światło, to zrobię Wam fotkę pokazującą szczegóły :)
Przy zapięciu troszkę rozciągnięta, bo chyba zgarbiłam się za bardzo ;) jak stoję prosto, to problemu nie ma...
I na koniec ulubiony mój zestaw do pracy :) Marzę już od dawna, by nie wciskać na siebie grubych kurtek i swetrów, nie naciągać kozaków po kolana, co by w łydki mróz nie szczypał, a wychodzić z domu chwytając w rękę jedynie torebkę - wiosno, przychodź!
Jakiś czas temu, dość już dawno, pisałam o małym Tomaszu, Mężczyźnie przystojnym, na widok, którego miękną nogi i uśmiech sam na twarzy się pojawia. Otóż Tomaszowi uszyłam żabole, Mama naszego przystojniaka żabole do skarpetek przyszyła, a on sam chyba zadowolony :)
I dwa najlepsze zdjęcia :) zachodzę w głowę, jak nasz Mężczyzna mógł utrzymać się w takiej pozycji i nie przewrócić :)
Słodki jest, prawda? :)
Mama Tomka, Monia, moja imienniczka, doczekała się w końcu kilku uszytych przeze mnie rzeczy... Jej szafa powiększyła się o bluzkę z baskinką, ołówkową spódniczkę i sukienkę z angory, o której wspominałam Tu. Pokażę Wam wszystko, jak tylko właścicielka podzieli się ze mną zdjęciami :) więc czekam, Monia :)
W międzyczasie szyje się też kurteczka:
Zdjęcie pochodzi ze strony www.burda.pl.
Pozdrawiam gorąco i do następnego!
Monika.
Najpierw bluzka - leciwa już trochę, lat już jej nie liczę, mamuś moja kochana wyciągnęła ją z dna szafy, jak ja te zdjęcia, a że bluzeczka urocze guziczki na pleckach miała i stan jej na wiek ani trochę nie wskazywał, to postanowiłam zabiegów kilku dokonać, co by na figurę moją - nie maminą - pasowała... Zmniejszyłam więc o parę rozmiarów, wypruwając rękawki, ścinając nadmiar materiału to tu, to tam, na nowo rękawy wszywając i jest :) jak na mnie szyta :)
Z przodu bluzeczka ma małe zakładki ozdobione delikatną koronką - jak będę miała okazję i dobre światło, to zrobię Wam fotkę pokazującą szczegóły :)
Przy zapięciu troszkę rozciągnięta, bo chyba zgarbiłam się za bardzo ;) jak stoję prosto, to problemu nie ma...
I na koniec ulubiony mój zestaw do pracy :) Marzę już od dawna, by nie wciskać na siebie grubych kurtek i swetrów, nie naciągać kozaków po kolana, co by w łydki mróz nie szczypał, a wychodzić z domu chwytając w rękę jedynie torebkę - wiosno, przychodź!
Jakiś czas temu, dość już dawno, pisałam o małym Tomaszu, Mężczyźnie przystojnym, na widok, którego miękną nogi i uśmiech sam na twarzy się pojawia. Otóż Tomaszowi uszyłam żabole, Mama naszego przystojniaka żabole do skarpetek przyszyła, a on sam chyba zadowolony :)
I dwa najlepsze zdjęcia :) zachodzę w głowę, jak nasz Mężczyzna mógł utrzymać się w takiej pozycji i nie przewrócić :)
Słodki jest, prawda? :)
Mama Tomka, Monia, moja imienniczka, doczekała się w końcu kilku uszytych przeze mnie rzeczy... Jej szafa powiększyła się o bluzkę z baskinką, ołówkową spódniczkę i sukienkę z angory, o której wspominałam Tu. Pokażę Wam wszystko, jak tylko właścicielka podzieli się ze mną zdjęciami :) więc czekam, Monia :)
W międzyczasie szyje się też kurteczka:
Zdjęcie pochodzi ze strony www.burda.pl.
Pozdrawiam gorąco i do następnego!
Monika.
24 marca 2013
Skórzane lampasy
Ostatnio z braku wolnego czasu niewiele szyję... Czasami znajdę czas na drobne przeróbki i coś z tego wychodzi, a czasami niekoniecznie :) poważniejsze szycie planuję na weekendy po świętach, ewentualnie jakieś samotne popołudnia, kiedy to M zaszyje się na siłowni :)
Dziś pokażę Wam jedną z moich ostatnich takich drobnych przeróbek.
Burda 2/2013 pokazuje krok po kroku jak wszyć do spodni lampasy, które w ostatnim czasie są podobno hitem :) Dla mnie lampasy to również sposób na poszerzenie za małych spodni (a niestety większość z moich starych spodni jest dla mnie za ciasnych, a że chodzić na zakupy nienawidzę ostatnio, to wolę przerabiać). Wyciągnęłam więc z dna szafy jedne z moich ulubionych spodni i z zamiarem ich poszerzenia zasiadłam przy maszynie...
Najpierw rozcięłam nogawki na bocznym szwie...
Następnie spięłam szpilkami brzegi nogawek...
Potem zaznaczyłam mydełkiem krawieckim, gdzie powinien znaleźć się szew i miejsce cięcia...
Odcięłam niepotrzebny fragment...
Z eko-skóry wycięłam dwa paski szerokości około 5 cm, podkleiłam fizeliną...
Etapu zszywania niestety nie uwieczniłam, ale oczywiste jest, że szyć należy od lewej strony, zostawiając zapas na podwinięcie u dołu i u góry spodni :) Efekt jest taki:
(to co mi za "tyłem" zwisa, to pendrive ;) bez niego aparat ostrości nie mógł złapać i samowyzwalacz by nie zadziałał :D )
Niestety okazuje się, że chyba nie dość uważnie rozplanowałam to moje szycie, bo spodnie jak były ciasne tak są nadal ;) Powędrują więc do kuzynki, a ja kolejny raz muszę zanurkować do szafy w poszukiwaniu innych spodni do przerobienia, ale już wtedy muszę liczyć uważniej :)
Chciałabym baaaardzo podziękować Wam za komentarze pod poprzednim postem. Nie pomyślałabym, że komukolwiek może brakować moich wpisów :) Nawet nie wiecie, jak mi się serce radowało :) Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko brać się do szycia i pisać, pisać, pisać... :)
Pozdrawiam!
Monika.
Dziś pokażę Wam jedną z moich ostatnich takich drobnych przeróbek.
Burda 2/2013 pokazuje krok po kroku jak wszyć do spodni lampasy, które w ostatnim czasie są podobno hitem :) Dla mnie lampasy to również sposób na poszerzenie za małych spodni (a niestety większość z moich starych spodni jest dla mnie za ciasnych, a że chodzić na zakupy nienawidzę ostatnio, to wolę przerabiać). Wyciągnęłam więc z dna szafy jedne z moich ulubionych spodni i z zamiarem ich poszerzenia zasiadłam przy maszynie...
Najpierw rozcięłam nogawki na bocznym szwie...
Następnie spięłam szpilkami brzegi nogawek...
Potem zaznaczyłam mydełkiem krawieckim, gdzie powinien znaleźć się szew i miejsce cięcia...
Odcięłam niepotrzebny fragment...
Z eko-skóry wycięłam dwa paski szerokości około 5 cm, podkleiłam fizeliną...
Etapu zszywania niestety nie uwieczniłam, ale oczywiste jest, że szyć należy od lewej strony, zostawiając zapas na podwinięcie u dołu i u góry spodni :) Efekt jest taki:
(to co mi za "tyłem" zwisa, to pendrive ;) bez niego aparat ostrości nie mógł złapać i samowyzwalacz by nie zadziałał :D )
Niestety okazuje się, że chyba nie dość uważnie rozplanowałam to moje szycie, bo spodnie jak były ciasne tak są nadal ;) Powędrują więc do kuzynki, a ja kolejny raz muszę zanurkować do szafy w poszukiwaniu innych spodni do przerobienia, ale już wtedy muszę liczyć uważniej :)
Chciałabym baaaardzo podziękować Wam za komentarze pod poprzednim postem. Nie pomyślałabym, że komukolwiek może brakować moich wpisów :) Nawet nie wiecie, jak mi się serce radowało :) Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko brać się do szycia i pisać, pisać, pisać... :)
Pozdrawiam!
Monika.
13 marca 2013
Wyróżnienie, trochę wywnętrzania się i prywaty...
W końcu zmobilizowałam się do napisania kolejnego posta. Dawno na blogu nic się nie pojawiło, a wszystko przez permanentny brak czasu. Pochłonęła mnie praca, korepetycje i spotkania z przyjaciółmi. O szyciu myślę nieprzerwanie i niesamowicie męczy mnie świadomość, że nie mam czasu lub siły zasiąść przy maszynie. Sama sobie obiecuję przystopować, odpocząć, odespać i odkurzyć Amelię :) Dam radę :)
A tymczasem...
Jakiś czas temu, dość dawno, otrzymałam od Ani z bloga Ukryte Wątki wyróżnienie i zaproszenie do zabawy w jednym :) baaardzo mi z tego powodu miło, uwierzcie :)
Wyróżnienie obliguje do wyjawienia siedmiu faktów na swój temat. Dłuuuugo myślałam, myślałam, aż wymyśliłam :) i dziwiłam się, jak mogłam na to nie wpaść :)
Po kolei więc...
1. Jestem naturalną blondynką z lekko miodowym odcieniem włosów, a może bardziej rudym? :) szczerze mówiąc nie do końca pamiętam. Będąc w gimnazjum (kopnął mnie ten zaszczyt i mój rocznik został objęty tą reformą) miałam mnóstwo kompleksów, wiele rzeczy mi się w sobie nie podobało. Włosy, zwłaszcza po lecie, były bardziej rude i nie znosiłam ich bardzo. Będąc kiedyś z mamą u fryzjera poprosiłam o zrobienie kilku jaśniejszych pasemek i tak się zaczęło. Do trzeciego roku studiów farbowałam na jasny blond (!), po czym stwierdziłam, że trochę te moje włosy przyciemnię :) i tak oto doszliśmy do koloru, jaki teraz mam ;) i czuję się sama z sobą o wiele lepiej :)
2. A propos kompleksów - jeszcze jakieś 2 lata temu ważyłam 45 kg przy wzroście 168 cm. Chudzielec był ze mnie straszny. Nie mówiąc o tym, co było w gimnazjum! Nie znosiłam, gdy koleżanki mówiły mi "Boże, Monika, jaka Ty chuda jesteś!" Zdanie to bolało tak samo, jakbym usłyszała "jaka Ty brzydka jesteś" (wiecie, jak to jest w wieku dojrzewania...?) Dziś ważę ładnych parę kilogramów więcej i jest mi ze sobą całkiem nieźle :)
3. Mam piegi :) pewnie na zdjęciach zamieszczanych przeze mnie na blogu tego nie widać było, ale mam :) Kiedyś ich nienawidziłam, dziś po prostu jestem z nimi oswojona, a gdy słyszę od mojego M, że dodają mi uroku, to nawet je lubię :)
4. Kocham tańczyć! Taniec to jest moje niespełnione marzenie, pragnienie robienia w życiu tego, co się kocha. Urodziłam się i wychowałam w małej miejscowości, gdzie szans na doskonalenie swoich umiejętności nie było. Teraz myślę sobie, że gdybym miała szansę urodzić się jeszcze raz, tylko w większym mieście, to zostałabym tancerką, nauczycielką tańca, jeździłabym na te wszystkie cudowne konkursy, może zatańczyłabym w Tańcu z gwiazdami tańcząc w pięknych sukniach, machając te wszystkie podskoki, podnoszenia i inne takie :) słysząc muzykę potrafię tańczyć nawet siedząc :) nie wyobrażam sobie wyjścia do klubu bez szaleństw na parkiecie :)
5. Mojego Mateusza poznałam w baaaardzo nietypowy sposób. Otóż któregoś pięknego dnia skontaktowała się ze mną pewna kobieta szukając korepetytorki dla swojego syna - maturzysty. Dogadałyśmy się, umówiłam się z nim na pierwszą lekcję, potem byłam jeszcze na jednej, po czym któregoś dnia zadzwonił z informacją, że rezygnuje. Zrezygnował, bo gdzieś mi się wymsknęło, że z uczniami się nie umawiam :) i tak oto jestem dziś szczęśliwą dziewczyną swojego chłopaka, bez którego życia sobie nie wyobrażam. Ach, i żeby nie było - młodszy jest ode mnie tylko o rok ;)
6. Kiedyś byłam baaardzo nieśmiałą dziewczynką, a dzięki temu, że pozwoliłam sobie na rzucenie się na głęboką wodę (czyt. wyjechałam na studia do obcego miasta nie znając zupełnie nikogo) zmieniło się to łatwiej mi się żyje :) gdyby nie to pewnie byłabym szarą mychą bojącą się własnego cienia...
7. Mam bzika na punkcie łamigłówek i gier logicznych - zboczenie matematyka :)
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Tak myślę sobie, co ja Wam tu popisałam i sądzę, że gdybym kolejny raz dostała takie wyróżnienie, to zupełnie nie wiedziałabym, co napisać :)
Wybaczcie, ale z braku czasu, w tym momencie też sił, nie będę nikogo nominować, bo jest to niezmiernie trudne przy takiej ilości blogów i takim wysokim ich poziomie. Za to zapraszam do opowiadania o sobie, ktokolwiek ma na to ochotę :)
Na koniec kilka zdjęć nieszyciowych :)
Jedyne zdjęcie, które mam na dysku, a na którym widać moje piegi :)
Odnalezione podczas szukania poprzedniego :) zdjęcie robione na weekendowym wyjeździe przy zachodzie słońca - wspomnienie ubiegłych wakacji i lata, za którym tęsknię bardzo...
Taki obraz widzę latem wracając z Torunia do rodzinnej miejscowości :) no, pomijając drzewo po prawej, które niestety zostało wycięte...
Sumienie już powoli zaczyna mnie męczyć i powtarzać, żebym bloga nie zaniedbywała. Nie będę - OBIECUJĘ :)
A tymczasem...
Jakiś czas temu, dość dawno, otrzymałam od Ani z bloga Ukryte Wątki wyróżnienie i zaproszenie do zabawy w jednym :) baaardzo mi z tego powodu miło, uwierzcie :)
Wyróżnienie obliguje do wyjawienia siedmiu faktów na swój temat. Dłuuuugo myślałam, myślałam, aż wymyśliłam :) i dziwiłam się, jak mogłam na to nie wpaść :)
Po kolei więc...
1. Jestem naturalną blondynką z lekko miodowym odcieniem włosów, a może bardziej rudym? :) szczerze mówiąc nie do końca pamiętam. Będąc w gimnazjum (kopnął mnie ten zaszczyt i mój rocznik został objęty tą reformą) miałam mnóstwo kompleksów, wiele rzeczy mi się w sobie nie podobało. Włosy, zwłaszcza po lecie, były bardziej rude i nie znosiłam ich bardzo. Będąc kiedyś z mamą u fryzjera poprosiłam o zrobienie kilku jaśniejszych pasemek i tak się zaczęło. Do trzeciego roku studiów farbowałam na jasny blond (!), po czym stwierdziłam, że trochę te moje włosy przyciemnię :) i tak oto doszliśmy do koloru, jaki teraz mam ;) i czuję się sama z sobą o wiele lepiej :)
2. A propos kompleksów - jeszcze jakieś 2 lata temu ważyłam 45 kg przy wzroście 168 cm. Chudzielec był ze mnie straszny. Nie mówiąc o tym, co było w gimnazjum! Nie znosiłam, gdy koleżanki mówiły mi "Boże, Monika, jaka Ty chuda jesteś!" Zdanie to bolało tak samo, jakbym usłyszała "jaka Ty brzydka jesteś" (wiecie, jak to jest w wieku dojrzewania...?) Dziś ważę ładnych parę kilogramów więcej i jest mi ze sobą całkiem nieźle :)
3. Mam piegi :) pewnie na zdjęciach zamieszczanych przeze mnie na blogu tego nie widać było, ale mam :) Kiedyś ich nienawidziłam, dziś po prostu jestem z nimi oswojona, a gdy słyszę od mojego M, że dodają mi uroku, to nawet je lubię :)
4. Kocham tańczyć! Taniec to jest moje niespełnione marzenie, pragnienie robienia w życiu tego, co się kocha. Urodziłam się i wychowałam w małej miejscowości, gdzie szans na doskonalenie swoich umiejętności nie było. Teraz myślę sobie, że gdybym miała szansę urodzić się jeszcze raz, tylko w większym mieście, to zostałabym tancerką, nauczycielką tańca, jeździłabym na te wszystkie cudowne konkursy, może zatańczyłabym w Tańcu z gwiazdami tańcząc w pięknych sukniach, machając te wszystkie podskoki, podnoszenia i inne takie :) słysząc muzykę potrafię tańczyć nawet siedząc :) nie wyobrażam sobie wyjścia do klubu bez szaleństw na parkiecie :)
5. Mojego Mateusza poznałam w baaaardzo nietypowy sposób. Otóż któregoś pięknego dnia skontaktowała się ze mną pewna kobieta szukając korepetytorki dla swojego syna - maturzysty. Dogadałyśmy się, umówiłam się z nim na pierwszą lekcję, potem byłam jeszcze na jednej, po czym któregoś dnia zadzwonił z informacją, że rezygnuje. Zrezygnował, bo gdzieś mi się wymsknęło, że z uczniami się nie umawiam :) i tak oto jestem dziś szczęśliwą dziewczyną swojego chłopaka, bez którego życia sobie nie wyobrażam. Ach, i żeby nie było - młodszy jest ode mnie tylko o rok ;)
6. Kiedyś byłam baaardzo nieśmiałą dziewczynką, a dzięki temu, że pozwoliłam sobie na rzucenie się na głęboką wodę (czyt. wyjechałam na studia do obcego miasta nie znając zupełnie nikogo) zmieniło się to łatwiej mi się żyje :) gdyby nie to pewnie byłabym szarą mychą bojącą się własnego cienia...
7. Mam bzika na punkcie łamigłówek i gier logicznych - zboczenie matematyka :)
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Tak myślę sobie, co ja Wam tu popisałam i sądzę, że gdybym kolejny raz dostała takie wyróżnienie, to zupełnie nie wiedziałabym, co napisać :)
Wybaczcie, ale z braku czasu, w tym momencie też sił, nie będę nikogo nominować, bo jest to niezmiernie trudne przy takiej ilości blogów i takim wysokim ich poziomie. Za to zapraszam do opowiadania o sobie, ktokolwiek ma na to ochotę :)
Na koniec kilka zdjęć nieszyciowych :)
Jedyne zdjęcie, które mam na dysku, a na którym widać moje piegi :)
Odnalezione podczas szukania poprzedniego :) zdjęcie robione na weekendowym wyjeździe przy zachodzie słońca - wspomnienie ubiegłych wakacji i lata, za którym tęsknię bardzo...
Taki obraz widzę latem wracając z Torunia do rodzinnej miejscowości :) no, pomijając drzewo po prawej, które niestety zostało wycięte...
Sumienie już powoli zaczyna mnie męczyć i powtarzać, żebym bloga nie zaniedbywała. Nie będę - OBIECUJĘ :)
10 lutego 2013
Powrót do przeszłości ;)
Dzisiejszy dzień, to mój jedyny wolny, luźny dzień, gdzie nigdzie nie "muszę" wychodzić, nie muszę nic robić, robię tylko to, na co mam ochotę. A miałam ochotę długo spać (u mnie długo czyt. do 9:00), potem leżeć w łóżku, przeglądać neta, rozwiązywać moje łamigłówki, ciut posprzątać, troszkę poszyć... No właśnie, TROSZKĘ poszyć... Za dużo ostatnimi czasy biorę sobie na głowę... Czasami jestem na siebie tak zła, że nie potrafię nikomu i niczego odmówić, a potem wracając po 21 (albo i później) do mieszkania padam jak mucha, a następnego dnia znów to samo - pobudka o 6 rano, praca, po pracy korepetycje, późny powrót do domu i tak w koło Macieju... Z tych to powodów nie mam czasu dla mojej Amelii i szycia. Coś tam ostatnio uszyłam, w biegu, krojąc na oko, z za wąską podszewką... Ale jest :) miała być na imprezę tydzień temu, ale nie zdążyłam, skończyłam dziś dopiero...
Zdjęcia znów kiepskiej jakości, ale w ciągu dnia zazwyczaj zaczynam szyć,a po południu, kiedy już zrobi się szaro, pstrykamy foty...
Spódniczka troszkę jak za szkolnych czasów :)
W końcowym etapie szycia, tj. podczas stębnowania paska bardzo pomogła mi stopka do ściegu owerlokowego, o której pisałam TU. Dzięki języczkowi, który posiada stopka, mogłam prowadzić ścieg blisko krawędzi zszycia paska i dolnej części spódnicy, a przez lekkie naciąganie tkaniny podczas szycia, ściegu po zszyciu nie widać :) Troszkę szczegółów:
I moja druga w życiu wszyta podszewka :) jakkolwiek to nie wygląda - jestem zadowolona ;)
Pozdrawiam!
Edit:
Blogger spłatał mi figla, dlatego w poście musiały nastąpić drobne zmiany :)
23 stycznia 2013
Błyszcząca elegancja
Po kilku (jeśli nie kilkunastu) zmianach zdania co do tego, na co przeznaczyć czarną eko-skórkę w końcu zdecydowałam :) Najpierw miały być skórzane legginsy, potem ostatnio bardzo modna krótka rozkloszowana spódniczka, ale kiedy natknęłam się w internecie na zdjęcie Ashley Tisdale zapragnęłam mieć spódnicę ołówkową :) No i mam - uszytą w jedno popołudnie :) Burda 1/2013, model 124.
Bluzeczka z baskinką nie jest moim dziełem, ale prezentem świątecznym od rodziców :)
Teraz z inną bluzką, żeby pokazać, jak wygląda góra spódnicy:
Według instrukcji szycia zawartej w Burdzie zapasy szwów należało rozłożyć i przykleić klejem do tekstyliów. Ja niestety nie miałam pod ręką takowego, więc do klejenia zapasów użyłam taśmy termo do podkładania. Jak na razie wszystko pięknie trzyma i oby tak dalej :) Oczywiście eko-skórkę prasujemy od lewej strony, letnim tylko żelazkiem, przez szmatkę i najlepiej z parą, zresztą z prasowaniem od prawej strony (np. przy klejeniu zapasów) też się to sprawdza. Z kolei pasek zamiast przyklejać do spódnicy, to go przyszyłam, ściegiem długości troszkę ponad 3. Stopki teflonowej do skóry niestety nie miałam, więc pomogłam sobie podkładając pod spód i od góry (przy brzegu, żeby widzieć, gdzie powinien biec szew) papier do pieczenia, na którym zresztą też odrysowuję wykroje :) jest mocny i przeźroczysty, więc daje radę :)
Szyjąc spódnicę chciałam osiągnąć taki efekt:
Bluzeczka z baskinką nie jest moim dziełem, ale prezentem świątecznym od rodziców :)
Teraz z inną bluzką, żeby pokazać, jak wygląda góra spódnicy:
Według instrukcji szycia zawartej w Burdzie zapasy szwów należało rozłożyć i przykleić klejem do tekstyliów. Ja niestety nie miałam pod ręką takowego, więc do klejenia zapasów użyłam taśmy termo do podkładania. Jak na razie wszystko pięknie trzyma i oby tak dalej :) Oczywiście eko-skórkę prasujemy od lewej strony, letnim tylko żelazkiem, przez szmatkę i najlepiej z parą, zresztą z prasowaniem od prawej strony (np. przy klejeniu zapasów) też się to sprawdza. Z kolei pasek zamiast przyklejać do spódnicy, to go przyszyłam, ściegiem długości troszkę ponad 3. Stopki teflonowej do skóry niestety nie miałam, więc pomogłam sobie podkładając pod spód i od góry (przy brzegu, żeby widzieć, gdzie powinien biec szew) papier do pieczenia, na którym zresztą też odrysowuję wykroje :) jest mocny i przeźroczysty, więc daje radę :)
Szyjąc spódnicę chciałam osiągnąć taki efekt:
Zdjęcie pochodzi ze strony www.zeberka.pl
I jeszcze raz ja...:
Chyba całkiem mi to wyszło :)
Pozdrawiam!
Edit:
Stricte Burdowa spódnica jest sporo szersza, chyba ze względu na to, że rozcięcia z tyłu nie ma. Ja sobie umyśliłam mocno dopasowaną, a że skórka jest bardzo elastyczna, to mogłam sobie na to pozwolić. Zostawiłam sobie jednak margines błędu, na wszelki wypadek, gdybym musiała np. biec do autobusu ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
