10 października 2014

Mała czarna

Nie sukienka, a spódnica.


Z czarnej poliestrowej dzianiny z elastanem, bardzo przyjemnej w dotyku i noszeniu, oraz czarnej elastycznej eko-skórki. W większości uszyta na overlocku - żadnego zamka, żadnego rozporka. Dzięki elastyczności obu materiałów mogłam sobie na to pozwolić. Zaszewki zrobiłam, żeby lepiej się układała i nie podkreślała tak perfidnie tylnych krągłości ;) Dół podłożony podwójną igłą. W szyciu ekspres, o ile nie zaliczy się żadnej wpadki :) Ja zaliczyłam, a jakże. Pasek skóry złożyłam na pół, zszyłam dwa krótsze boki i chciałam po prostu przyszyć do dołu spódnicy. Chciałam zrobić to posługując się ściegiem elastycznym (prostym potrójnym) mojej stębnówki, ale skóra paskudnie lepiła się do stopki, a to z kolei zepsuło całą robotę. Jak wiadomo ściegu takiego nie da się spruć, więc odcięłam pasek od spódnicy i spróbowałam na overze. Nie dość, że szew paska zamiast trafić na środku tyłu trafił na boku. Byłoby dobrze gdyby nie to, że oba przesunęły się o jakieś 2 cm od siebie. Chciałam tak już zostawić, ale drażnił mnie ten widok, więc powtórzyłam operację z obcinaniem. Koniec końców spódnicę mam, ale nie wiem, jakie bluzki do niej nosić ;)





Póki co zdjęć na mnie nie będzie, chyba że wróci mi wena do pozowania a i fotograf będzie bardziej chętny ;)

Miałam problem z bloggerem, który "psuł" moje zdjęcia. Dzięki Wam, Joule i Jakatya, wszystko dzieje się jak należy. Dzięki za podpowiedź!

Udanego piątkowego wieczoru!

17 września 2014

Kopiowanie wykroju

Temat tak oklepany, że pewnie niewiele tym postem wniosę, ale mimo wszystko chciałam się z Wami podzielić tym, co ułatwia mi przygotowanie formy.


Jak widzicie na zdjęciu, w kopiowaniu wykroju pomaga mi najzwyklejszy w świecie papier do pieczenia - ten, który widzicie kupić można w Lidlu, płacąc za arkusz 28cm x 20m (!) około 6 zł, według mnie cena jest bardzo atrakcyjna, standardowo papier do pieczenia można kupić w rolkach po 8m, więc tego Lidlowego jest o wiele więcej. Poza tym, to co dla mnie jest najważniejsze, papier jest biały, wszelkie oznaczenia na arkuszach z wykrojami są świetnie widoczne, nie to co na papierze brązowym. Druga niezbędna rzecz to ołówek automatyczny. Długopisem po papierze do pieczenia nie popiszemy, flamaster jest mało precyzyjny. Automatyczny ołówek ma tę przewagę nad zwykłym, że nie trzeba go ostrzyć, a uwierzcie mi, przy takim odrysowywaniu bardzo często trzeba by było to robić.
Kolejna rzecz, to nożyczki :) oczywista sprawa raczej, bo bez nich formy nie wytniemy :) Pamiętam, żeby nigdy nie wycinać wykroju nożyczkami krawieckimi - dbam o to, żeby nie stępiły się zbyt szybko.
Ostatnia rzecz, która pomaga, ale nie jest niezbędna, to kolorowy zakreślacz. Kiedy gąszcz linii na arkuszu jest zbyt zawiły, można pomóc sobie malując po liniach właśnie flamastrem (pomysł podrzuciła mi Ania z Pracowni Stroju).
Papier podczas odrysowywania przytrzymuję czymkolwiek - kubkiem, telefonem, co tylko jest cięższego pod ręką, rozglądam się jednak za jakimiś ciężarkami.

Temat niezbyt skomplikowany, wyczerpany pewnie przez wiele innych szyjących. To, co ja cenię najbardziej, to właśnie lidlowy papier i automatyczny ołówek.

A Wy z czego korzystacie przy kopiowaniu wykroju? Macie jakieś namiary na ciężarki do przytrzymywania papieru? Za informację będę wdzięczna :)

Ps. Żeby nie było - wróciłam do szycia :)

31 sierpnia 2014

Model idealny vol 2

Po tym, jak pierwszy raz uszyłam spódnicę na podstawie modelu 4D z Szycia Krok Po Kroku 2/2012 stwierdziłam, że jest to dla mnie model idealny.


Jest bardzo wygodna, świetnie dopasowana i ma idealną dla mnie długość. Pierwsza wersja powstała z lekko elastycznej kremowej bawełny, na drugą z kolei przeznaczyłam ciemny dżins (dość sztywny, średnio gruby - jego rzeczywisty kolor widać na zdjęciach na mnie). Tym razem ze względu na zerową elastyczność tkaniny zrobiłam z tyłu pęknięcie (tylko ta wersja rozporka mi wychodzi ). Jedyna, co w modelu modyfikowałam, to zwężenie boków, dzięki któremu spódnica fajnie podkreśla pupę :) No i co tu dużo pisać, po kilku próbach z różnymi modelami spódnic wiem już, że temu pozostanę wierna :)







Generalnie doszliśmy z Mateuszem do wniosku, że sprzęt do fotografowania mamy kiepski, z niego słaby fotograf, a ze mnie jeszcze słabsza modelka. Nie zrażam się, bo to nie blog o fotografii, tylko o moich zmaganiach krawieckich, więc wybaczcie, ale przestanę się już chyba tłumaczyć i przepraszać za nijakie foty, takie muszą być ;)

Miłej reszty niedzieli :)

22 sierpnia 2014

Spódnica od Papavero po raz kolejny

Dziś pierwszy post z serii spódnic. W ostatnim tygodniu wyprodukowałam cztery! Sama jestem w szoku. No i może na razie na tych czterech poprzestanę. Ale tylko na razie ;)


Spódnicę, którą dziś oglądacie uszyłam dla koleżanki (ze studiów i z pracy zarazem).
Oprócz niej powstały jeszcze dwie inne - jedna czarna z przodem z eko-skóry i tyłem dzianinowym, a druga w drobną pepitkę i z czarnymi lampasami po bokach (zdjęć niestety nie mam - jak tylko uda się je sfotografować, nie omieszkam ich pokazać). Ta, którą dziś oglądacie powstała z resztek tkanin pozostałych po poprzednich dwóch spódnicach (to się nazywa efektywne wykorzystanie surowca;)).
Co tu dużo opowiadać... Jest to model spódnicy dla Tereski od Papavero (ten model szyłam kiedyś dla siebie, swoją drogą niezbyt udany - KLIK), zapinana na zamek kryty, z pęknięciem z tyłu, bez podszewki, bo tkaniny jej nie wymagają, podłożona ściegiem elastycznym.
Z racji tego, że szyłam ją bardzo długo (aż wstyd!), to nie jestem w stanie powiedzieć Wam, ile tkaniny zużyłam i jak się ma wybrany rozmiar do rzeczywistości (czy poprawki rozmiaru były to też nie pamiętam...). Model oczywiście skrócony odpowiednio do sylwetki Pauliny.








Co sądzicie o takim sposobie wykorzystywania resztek tkanin? Macie w zanadrzu jakieś modele, które się do tego nadają?

29 lipca 2014

Spódnica idealna

Długo szukałam kroju spódnicy, który leżałby na mnie idealnie. Chodziło o prostą, niezbyt długą, z paskiem w talii - odpowiednią do pracy. A że upały ostatnio niemiłosierne, to miała być jasna, najlepiej bez podszewki.


W szafie miałam spory kawałek bawełny z lycra. Kolor? Biały chyba :) Taki zgaszony biały. Śmietanowy to też dobre określenie :) Grubość idealna - prześwituje tylko trochę, bielizna cielista wpasowuje się niemal idealnie. Ale to okazało się w sumie dopiero po uszyciu. No więc modelu idealnego szukałam, szukałam, aż przypomniałam sobie, że kiedyś taki świetnie leżący już szyłam - była to czarna spódnica ze skórzaną nakładką z przodu (zobaczyć ją możecie TU). Wykrój zaczerpnęłam z ulubionego mojego Szycia Krok Po Kroku 2/2012, model 4D.

Zdjęcie pożyczone z fb Marchewkowej

Burda zakłada dwie warstwy spódnicy - ja chcąc uszyć spódnicę o optymalnej dla mnie długości skroiłam tylko górną warstwę. Dzięki temu, że do tkaniny jaką miałam nie była konieczna podszewka, to spódnicę szyło się ekspresowo. Dodatek lycry i delikatnie rozszerzany dół sprawiają, że rozcięcie nie było potrzebne a i ruchów nic nie krępuje. Nie chcę być samochwałą, ale mimo prostoty modelu jestem z niej tak zadowolona, że ostatnimi czasy eksploatuję ją aż za często :)





Podsumowanie:

Mój rozmiar: wg rozmiarówki Burdy - 36
Model: Szycie Krok Po Kroku 2/2012, #4D
Rozmiar skrojony: 36 (leży idealnie), długość od talii - 46 cm
Materiał: Biała/śmietankowa dość gruba bawełna z lycrą
Ilość materiału: około 60 cm tkaniny o szerokości około 150 cm (całej szerokości oczywiście nie zużyłam)
Wykorzystane maszyny i akcesoria: Fizelina, domowa maszyna do szycia, overlock, nożyczki krawieckie, nici w kolorze tkaniny, igła do szycia ręcznego, nici w kontrastowym kolorze do fastrygowania.

Do niedawna nie cierpiałam fastrygowania, ale przekonałam się, że fastrygowanie paska i podłożeń pozwala przyszyć wszystko równo, bez falowania i przesuwania się warstw materiału względem siebie. Dlatego warto czasem włożyć w szycie nieco więcej pracy :)

Na tyle jestem z tej spódnicy zadowolona, że ten sam model skroiłam już z ciemnego dżinsu. A Wy macie jakieś swoje ulubione modele, do których chętnie wracacie?

23 lipca 2014

Męska rzecz

Na Wasze życzenie z dwóch rzeczy, które mam do pokazania, zobaczycie pierwszą uszytą przeze mnie część męskiej garderoby.


Mateusz wiercił mi dziurę w brzuchu odkąd troszkę poprawiła się jakość mojego szycia, a najbardziej odkąd namówił mnie na kupno overlocka :)

Długo wzbraniałam się przed szyciem męskich rzeczy - najzwyczajniej w świecie bałam się, że mogę zepsuć i się zniechęcę. W końcu postanowiłam zrobić materiałowe zakupy (najpierw z myślą tylko i wyłącznie o sobie), po czym doszłam do wniosku, że zamówię odrobinę więcej i poddam się w końcu prośbom faceta mojego. Nie chciałam porywać się z motyką na słońce szyjąc spodnie casualowe, więc postawiłam na najprostsze - spodenki dresowe. Wyszukałam ciekawą granatową dresówkę w melanżu, wyglądającą trochę jak dżins. Spodenki miały być wygodne, na gumie (to się rozumie) i z kieszeniami.

Model spodni męskich nie jest łatwo znaleźć. Ja, która nie wierzę jeszcze w swoje możliwości i nie kwapiłam się do marnowania tak fajnej dresówki, postanowiłam za wszelką cenę zdobyć wykrój. Idealny znalazłam w Burdzie 4/2013, #132 - stety niestety damski, z kategorii Size plus (model skrócony, z pominięciem zakładek i z kieszeniami w szwach bocznych). Każdy szanujący się facet nie pozwoli sobie nosić czegoś szytego na bazie damskiego wykroju, więc mojemu wmówiłam, że poddałam go drobnym modyfikacjom, a tak naprawdę po prostu odmierzyłam głębokość podkroju kroku i porównałam z jego ulubionymi spodenkami. Wszystko się zgadzało, więc wykroiłam i uszyłam.

Ale wbrew pozorom łatwo nie było... Szwy boczne zszyłam na overlocku dwiema igłami, zostawiając nie zszyty wlot kieszeni. Okazało się, że do szwu overlockowego te kieszenie przyszyć będzie trudno. Sprułam więc tyle, ile trzeba było (roboty było dużo za dużo) i przyszyłam te kieszenie. Tu też było trochę kombinacji, więc wszystko od środka nie wygląda tak, jakbym tego chciała. Ale co tam - pierwsze koty za płoty, to najważniejsze. Facet zadowolony i w portkach śmiga często - a mnie aż serce rośnie :)






Nogawki podkładałam podwójną igłą - jak widać nie do końca dopasowałam nici i nie zawsze ładnie wychodziło - muszę popracować jeszcze nad ustawieniami naprężenia nici i może wtedy wychodzić będzie idealnie. Na drugim zdjęciu widać jednak, że bywają miejsca ładnie zszyte.



Guma, którą wszyłam miała 3/4 długości obwodu pasa. Przypięłam ją szpilkami do wierzchniej warstwy, zostawiając zapas na przykrycie jej od wewnątrz plus jakieś 2 cm. Najpierw przypięłam w czterech miejscach - szwach bocznych, przednim i tylnym, po czym naciągnęłam na nogi od krzesła ;) i spinałam resztę układając dokładnie tak, jak być powinno (guma schowana, pod nią zawinięty dwucentymetrowy zapas i szpila :)) trochę się tych szpilek nazbierało, a przy tym miałam akupunkturę za free :)


Kieszenie odrysowane od ulubionych dresów, przyszyte w wielkich męczarniach


W środku białe sznureczki do ściągnięcia w pasie (ja wolałabym, żeby były na wierzchu, ale takie było życzenie klienta ;) który zresztą ostatecznie doszedł do wniosku, że na zewnątrz fajnie by wyglądały, ale niestety było już za późno...


Miałam okazję, żeby użyć zestawu kaletniczego z Lidla - mój egzemplarz jest chyba trefny, bo wykończenie wychodzi jakieś takie koślawe. To zdjęcie nieco przekłamuje kolor, ale przy okazji widać, jak przyszyłam gumę mocno ją naciągając...


I na koniec nieidealne wnętrze...


Na faceta z 90cm w pasie zużyłam około 0,7mb dresówki, plus kawałek na kieszenie. Do tego guma z wciągniętym już sznureczkiem, overlock, stębnówka, nici, igły i duuużo szpilek :) Następne szyć się będą łatwiej, bo nie popełnię po raz drugi błędu z kieszeniami...

Jeśli przeczytaliście to do końca - podziwiam i dziękuję! Jeśli nie - przynajmniej pooglądaliście zdjęcia :)

2 lipca 2014

Zamieszanie z baskinką


Jakiś czas temu jedna z moich koleżanek z pracy postanowiła spróbować uszyć spódnicę. Kupiła kawałek beżowej lacosty i eko-skórki w zbliżonym kolorze. Po uszyciu spódnicy zostały dwa spore kawałki lacosty i skrawek skóry. Postanowiłyśmy pokombinować i wymyśliłam bluzkę.

Sama lacosta wystarczyłaby na prosty top, a tego nie chciałyśmy. Szczuplutkiej Magdzie zależało na lekkim poszerzeniu bioder, więc wykombinowałyśmy baskinkę. Żeby maksymalnie wykorzystać resztki góra bluzki i tył baskinki powstała z lacosty, a przednia część baskinki z eko-skóry. Żeby baskinka nie była do niczego nie pasującym elementem dodałam wstawki ze skóry na ramionach.
Model jest odrysowany od idealnie na Magdzie leżącego t-shirtu, baskinka powstała z pełnego koła podzielonego na 6 części, bo inaczej skórki by nie starczyło (plamy na zdjęciach to wina przybrudzonego obiektywu - nie pomyślałam, żeby go wyczyścić przez pstrykaniem zdjęć).
Wyszło z tego coś takiego:





Zdjęcia na ludziu, niestety troszkę gorszej jakości...


Wymiary, ilość tkanin i inne informacje uzupełnię w najbliższym czasie.