8 kwietnia 2014

Mięta czy błękit?

Ze spódnicy, którą Wam dziś pokazuję zadowolona nie jestem. Na jej szyciu spędziłam cały weekend, a wyszło z tego... szkoda gadać.
Wymyśliłam sobie, że tą tkaninę przeznaczę na spódnicę z zakładkami, a że miałam jej całkiem sporo, to umyśliłam, że chciałabym, żeby powstała z niej jeszcze spódnica z pełnego koła. Więc na ilości przeznaczonej na tę akurat spódnicę musiałam oszczędzać. Najpierw przeżyłam istne męczarnie nad ułożeniem zakładek, żeby było równo, obrysowałam tkaninę na każdym brzegu po każdej stronie, układałam i spinałam szpilkami chyba z pięć razy. Głowiłam się nad ty, jak szerokość zakładek wyliczyć, żeby równo był (w końcu podobno matematykiem jestem). NIC Z TEGO. Za każdym razem była klapa, spódnica okazywała się za wąska. W końcu stwierdziłam, że w nosie i z tym, będzie marszczona. Umyśliłam sobie nie zwykły pasek, a karczek. Po przyszyciu do niego spódnicy okazało się, że wygląda to z d**y... Zaczęło się prucie. Miałam już tego serdecznie dość. Nadal żyłując na ilości materiału, z tego co zostało skroiłam spódnicę z papavero, o taką:



No z tego, co zostało wyszła jak na ten model za krótka. Tkanina nie rozciąga się w ogóle, więc skroiłam ciut szerszą niż wynika z mojego rozmiaru, no i oczywiście jest za szeroka, zwłaszcza dołem. Jak już coś zaczyna iść źle, to na całego. Uwierzcie mi, męczyłam się cały weekend, nad JEDNĄ spódnicą. Fakt, że z podszewką, bo bez niej spokojnie pół miasta mogłoby moje cztery litery oglądać...

Generalnie model fajny, kolor fajny, ale co mi ona nerwów napsuła, to moje...




Jak już ją założyłam i spojrzałam w lustro, to stwierdziłam, że nie jest najgorzej. Po obejrzeniu zdjęć mam to samo zdanie co przedtem... Spódnica zalegać więc będzie na dnie szafy.
I na dodatek mam focha na M, że się zupełnie do zadania fotografowania nie przyłożył...

No, to mi ulżyło :)

21 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Fakt, kolor całkiem fajny, dzięki :)

      Usuń
  2. Materiał fajny, kolor fajny, model też. Ale TE nogi... ulala, bardzo zgrabne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulala! Aż się zaczerwieniłam! Miło słyszeć ;)

      Usuń
  3. Och! "męki tworzenia"!!! ;-))) Ale nie ładuj spódnicy na dno szafy, bo prezentuje się zacnie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś jak przejdzie mi niechęć do niej, to zwężę i MOŻE będę nosić ;)

      Usuń
  4. Mnie się podoba, szkoda jej na dno szafy! zawsze możesz ją trochę zwęzić u dołu. Ja też tak nieraz mam , wydaje się że będzie szybko i łatwo a kończy się na pruciu i słowach niecenzuralnych, niestety! ale człowiek uczy się na błędach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłoby zbyt prosto, gdyby tak wszystko od razu wychodziło :) jak mi niechęć do spódnicy minie, to ją zwężę ;)

      Usuń
  5. E tam, wyszło bardzo przyzwoicie, noś! Chociaż szkoda, ze kontrafałdy nie wypaliły;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, szkoda... Może gdybym nie oszczędzała na materiale, to by wypaliły, a może jeszcze wypalą? :)

      Usuń
  6. Nie ma się co obrażać, tylko nosić spódnicę. Wyszła naprawdę ładne! I do tego piękny modny kolor. Nie zakopuj jej w szafie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w końcu uda mi się do niej przekonać :) Dzięki za miłe słowo :)

      Usuń
  7. Cały weekend? Ja jedną szyję dwa tygodnie...
    Jest świetna, nie wierz fotkom robionym przez nieprzykładającego się fotografa, pfff ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój rekord to jedno popołudnie, ale to dlatego, że zagryzłam zęby i postanowiłam, że nie pójdę spać, dopóki jej nie uszyję :)
      Taki leniwy fotograf chyba rzeczywiście nie jest godny zaufania - to z pozdrowieniami dla Matysa ;)

      Usuń
  8. ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡
    Według mnie spódniczka wyszła świetnie : ) !
    Zapraszam:
    mystersdaria.blogspot.com
    Jeśli mój blog Ci się spodoba zaobserwuj, a z pewnością zrobię to samo ;)
    ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak to się mówi ładnemu we wszystkim ładnie:) Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hahaha :) ladny wpis! na poprawe humoru :) to fakt, jak juz cos zaczyna zle isc, to dobrze sie nie skonczy. spodnica prezentuje sie wcale niezle, ale rozumiem, ze za kare musi swoje odlezec na tym dnie szafy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, każdemu zdarza się pewnie coś zepsuć, mnie na pewno :) Spódnica ma swoją karę ;)

      Usuń
  11. Zazwyczaj moje nieudane przeróbki kończą tak samo :P za kare czekają w szafie aż je poprawie (o ile się da). Spódnica jest całkiem niezła, może się pogodzicie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami sobie myślę, że takie nieudane rzeczy najlepiej oddać/wyrzucić, żeby nie przypominały sobą porażki ;) Na ta chwilę nie widzę dla nas szans ;)

      Usuń

Każdy, nawet bardzo króciutki komentarz, bardzo mnie ucieszy :-)