5 października 2016

Overlock Singer 14sh754 - subiektywna recenzja

Witajcie po dłuższej przerwie!
Wracam, bo jak pewnie większość z Was wie, od poniedziałku 10 października w Lidlu znów pojawić się ma overlock Singer 14sh754 w zawrotnej cenie 599,00 zł :) Celowo piszę tu "zawrotnej", bo kiedy ostatnimi czasy poszukiwałyśmy z koleżanką tego overlocka, to owszem znalazłyśmy w jednym sklepie z RTV i AGD za cenę DWUKROTNIE wyższą! Sądzę, że o ile w czasie, kiedy ja kupowałam swój egzemplarz nie było zbyt wielu osób nim zainteresowanych, o tyle teraz mam wrażenie, że towar stał się towarem pożądanym ;) Postanowiłam więc napisać co nieco o moich odczuciach po ponad dwóch i pół roku użytkowania. Od razu uprzedzam, że zdjęć jest sporo.

Post nie ma na celu nakłonić Was do kupna tego modelu overlocka, a jedynie przedstawić moją subiektywną ocenę sprzętu, na którym szyję już jakiś czas.


Jestem totalną amatorką, więc sprzęt na którym szyję też nie jest profesjonalny. Na początku swojej przygody z szyciem używałam starego niemal 30-letniego Łucznika (porządny sprzęt działa do dziś), ale jego funkcje i wahania nastrojów objawiające się przepuszczaniem ściegu skończyły się kupnem nowego Łucznika, przez wszystkich bardzo krytykowanego. Na jego temat dziś nie będę się rozpisywać, powiem tylko, że szyję na nim na własne potrzeby od 4 lat. Szybko jednak zaczęło mi czegoś w tym szyciu brakować. Przypadkiem trafiłam na pokazywanego tutaj Singera, który w Lidlu w ilości ładnych kilku sztuk leżał chyba miesiąc. Kupiłam mimo, iż nie planowałam i nie miałam na niego odłożonego nawet grosza. Dziś uważam, że to była dobra decyzja.

Pierwsza ważna dla mnie cecha to nawlekanie nici (wszak od tego szycie zaczynamy) - bardzo (żeby nie powiedzieć bajecznie) proste. Jak możecie zobaczyć na kolejnych zdjęciach wszystkie nici, pokrętła naprężenia i miejsca, przez które nici mają biec są oznaczone kolorami. Wewnątrz maszyny mamy rysunki, jak to nawlekanie powinno przebiegać i która nić po przeszyciu pojawi się na wierzchu, a która na spodzie materiału. Nawet jeśli na początku będzie to dla Was niezrozumiałe, to po dosłownie kilku razach z instrukcją w ręku, więcej jej do tego celu nie będziecie potrzebować.




Kolejną świetną funkcją jest zmiana nici poprzez dowiązywanie (od razu mówię, że nie wiem, czy w innych maszynach też jest to możliwe, bo nigdy na innej nie szyłam). O ile w przypadku nawlekania igieł nie jest ono tak bardzo potrzebne, o tyle zmiana nici na chwytaczach jest znacznie ułatwiona. Nie czarujmy się - nawet jeśli wszystko jest świetnie wytłumaczone, rozrysowane i macie za sobą kilka/kilkadziesiąt nawlekań chwytaczy, to zawsze będzie to zajmowało więcej czasu niż po prostu przeciągnięcie dowiązanej nitki :) O ile nici jakimś cudem mi się nie splączą i nie pozrywają (zdarza się to rzadko), to ZAWSZE w ten sposób zmieniam nici na chwytaczach. Poniżej macie zdjęcie strony z instrukcji z wyjaśnieniem, o co w tym dowiązywaniu chodzi.


To, co rzadziej możemy w przypadku overlocków spotkać, to wolne ramię. W tej maszynie nie jest ono może najwygodniejsze i wąski rękawek się nie zmieści, ale przy szyciu nogawek od spodni, czy innych tego typu elementów przydaje się bardzo. Z to ma u mnie duży plus :) Zdejmowany element jest jednocześnie schowkiem na akcesoria.


Overlock ma też regulację szerokości ściegu (regulacja czarnym pokrętłem) i możliwość szycia mereżką (biały suwak), którą już testowałam i jestem zachwycona! Przydaje się zwłaszcza w przypadku bardzo cienkich tkanin, kiedy podwijanie brzegów może sprawiać problem.


Tu macie zdjęcie (niestety z telefonu) mereżki wykonanej na Singerze:


Na kolejnym zdjęciu widzicie (od góry) pokrętło regulacji długości ściegu, koło ręczne, regulator transportu różnicowego (odpowiedzialnego za odpowiednie naciąganie/marszczenie materiału), no i oczywiście włącznik maszyny i oświetlenia (fajne, jasne, niebieskawe światło).


Standardowo też mamy tu teleskopowy prowadnik nici i uchwyt, dzięki któremu można łatwo overlocka przenieść.


Do maszyny dołączona jest fajna, przejrzysta instrukcja w języku polskim. Dla osób, które po raz pierwszy mają styczność z overlockiem wytłumaczono z użyciem obrazków/zdjęć, jak nawlekać nici, jak rozwiązać problem nieodpowiedniego naprężenia, jak wyglądają ściegi 2-, 3- i 4-nitkowe, tricki w szyciu overlockiem i wiele innych :)





Oprócz instrukcji mamy w komplecie zestaw igieł (o ile dobrze pamiętam to są dwie), śrubokręt pomocny przy zmianie igieł, pinceta (pisownia z instrukcji), która przydaje się przy nawlekaniu nici na chwytacze oraz konwertor, który w teorii służy do regulacji górnego chwytacza, a w praktyce to nie do końca wiem, bo go nie używałam :)

Jako amatorka od tego overlocka nie wymagałam zbyt wiele - zależało mi na ładnym obrzucaniu brzegów z jednoczesnym ich rówym przycinaniem, na ułatwieniu szycia dzianin i ogólnym usprawnieniu szycia, no i na te moje małe potrzeby Singer jest wystarczający, a uwierzcie mi, szyłam na nim różne materiały - i cieńsze, i grubsze i póki co nie było żadnego, z którym by sobie nie poradził (albo za mało szyję;)) wszystko tutaj zależy też oczywiście od igieł odpowiedniej grubości :)
Faktem jest, że to dość głośna maszyna. Czy wolna, czy szybka to trudno mi określić, gdyż nie szyłam na żadnym innym overlocku. Póki co (tfu tfu!), od dwóch i pół roku nie mam z nim żadnych problemów, a wręcz odwrotnie - same korzyści w postaci szybszej pracy. To, czego po dłuższym użytkowaniu mi brakuje, to ściegu drabinkowego - podkładanie dzianin podwójną igłą na domowej maszynie do przyjemności nie należy. ALE biorąc pod uwagę cenę i to, jak zmieniło się moje szycie po kupnie overlocka sprawia, że nie żałuję nawet złotówki wydanej na niego :)

To, co mieliście okazję przeczytać (o ile dobrnęliście do końca) jest moją subiektywną opinią, opinią amatora, który na overlocku szyje długo, ale tylko dla siebie.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, na które nie znajdziecie tu odpowiedzi, pytajcie w komentarzach :)

Na dziś do tyle. Do następnego! :)))

6 komentarzy:

  1. Wbiłaś mi klina ;-)Nie planowałam kupić owerloka bo mój Łucznik póki co dobrze się sprawdza, ale czasem mi brakuje mi ściegu owerlokowego i maszyny do szycia dzianin. Nigdy nie pracowałam na owerloku i trochę się boję, że bez profesjonalnej pomocy nie będę wiedziała co i jak ;-)Sprawdziłam też ceny i faktycznie okazja. I co ja mam zrobić??? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jedyną kwestią, która sprawia, że się zastanawiasz jest to, czy sobie poradzisz z jej obsługą od razu mówię - poradzisz sobie :) obsługa overlocka nie jest wielką filozofią, problematyczne jedynie może być początkowo nawlekanie nici i dostosowanie napięcia nici . Fakt, słyszałam o nietrafionych egzemplarzach, o tym, że maszyna jest strasznie głośna (jest po prostu głośna, nie jakoś strasznie) i że baaardzo wolna. Fakt, na innych nie miałam okazji szyć i może nie mam świadomości komfortu szycia na lepszym sprzęcie, ale jedno jest pewne, gdybym miała wrócić do momentu, w który decydowałam, czy kupić, kupiłabym ponownie :) Może dlatego, że póki co nie mam wolnych dwóch tysięcy złotych na maszynę do szycia ;)

      Usuń
  2. Do Beaty: przerabiałam ostatnio problem kupna overlocka. Do tej pory szyłam na stębnówce Brother (9 lat), ale nie mogłam już patrzeć na niechlujne wykończenia. Po tak długim czasie chciałam szyć nareszcie jak profesjonalistka. Obejrzałam chyba wszystkie możliwe modele overlocków. I jak już zdecydowałam się na Brothera stwierdziłam, że za chwilę będę potrzebowała kolejną maszynę ze ściegiem drabinkowym, czyli renderkę (kolejną maszynę, na którą nie mam miejsca ani kasy). Zaczęłam więc poszukiwania COVERLOCKA czyli overlocka i renderki w jednym. Od dwóch tygodni posiadam Merrylocka 4070 i jestem zachwycona. Jest to trochę nowszy model wersji 689, którego używa kilka blogujących krawcowych, w sieci są ich opinie. Uważam, że to zakup na lata. Nie potrzebuję już żadnej innej maszyny. Nie szkoda mi żadnej wydanej na niego złotówki. Pierwsze nawlekanie zajęło mi chyba z 5 godzin i nic nie wyszło z szycia :) Nie ukrywam, że początki były trudne, to była raczej walka z maszyną, ale teraz już się nauczyłam. Nawlekanie jest proste, robię to już bez instrukcji. Mój wpis nie odnosi się bezpośrednio do głównego posta, ale może komuś się przyda. Ja nie zdecydowałabym się na kupno maszyny w lidlu, bo wiem, że niedługo zabrakło by mi w niej różnych funkcji i i tak bym musiała sprzedać. W ogóle uważam, że nie ma sensu kupowanie sprzętu "na początek", bo w miarę rozwoju pasji chcemy więcej możliwości. A porządna maszyna powinna działać kilkadziesiąt lat. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie, dziękuję za komentarz :) To jest bardzo cenna uwaga dla tych wahających się :) Przyznaję szczerze, że z samego zakupu jestem zadowolona, bo to maszyna, na którą wtedy mogłam sobie pozwolić (na nic droższego niestety nie). Do dziś ciężko mi znaleźć środki na droższą maszynę, tym bardziej że nie szyję zarobkowo, a tylko na własny użytek., co nie zmienia faktu, że w miarę jedzenia apetyt rośnie i rzeczywiście brakuje mi drabinki. Jestem tego samego zdania, co Ty - jeśli ktoś może sobie na to pozwolić teraz, czy później przy odrobinie cierpliwości, to lepszą decyzją jest kupno coverlocka, może powinnam to jasno wyrazić w poście :) Pozdrawiam

      Usuń
  3. Anonimie bardzo dziękuję za odpowiedź. Sprawdziłam Merrylocka 4070 i to już jest zupełnie inna bajka maszyna super, ale cena niestety powala ;-( Wiem że na takiej maszynie całkiem inaczej będzie wyglądać praca , ale póki co nie szyję zarobkowo więc też nie chcę inwestować w to dużo pieniędzy. Z drugiej strony natomiast nie jestem do końca przekonana co do tej lidlowskiej maszyny. Ważną rolę tutaj odgrywa cena bo 599,00 za owerloka to nie jest dużo, ale też nie chcę się nadziać na badziewie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za Twoją opinię, coraz bardziej mnie kusi ta maszyna :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy, nawet bardzo króciutki komentarz, bardzo mnie ucieszy :-)